Mark Helprin - "Zimowa opowieść"


"Zimowa opowieść" Helprina łączy w sobie wszystko, co najlepsze w wielkiej literaturze realistycznej z elementami fantastyki i baśni. Rozlewność narracji, szczegółowe opisy miejsc, ludzi i zdarzeń sprawiają, że opowieść snuje się hipnotyzująco. 

Zaczyna się niepozornie: młody włamywacz, Peter Lake, uciekający przed zemstą gangu, podczas jednego ze "skoków" poznaje Beverly Penn, piękną dziewczynę, chorą na gruźlicę. Beverly, pogodzona ze zbliżającą się śmiercią, czerpie z życia pełnymi garściami, a miłość do Petera stanie się ostatnim z jej szczęść. Prosta, romantyczna historia, stanowi zaledwie pretekst, zalążek gargantuicznie skomplikowanej fabuły. 

"Zimowa opowieść" to przede wszystkim baśń o Nowym Jorku, od lat 20. XX wieku po rok 2000. Miasto funkcjonuje tu zresztą jako symbol lepszego losu i najwyższej sprawiedliwości. Obok Petera i Beverly na kartach powieści spotykamy mnóstwo oryginalnych postaci, których historie opowiadane są z wielką swadą i sarkastycznym humorem. Niewyobrażalne okoliczności, epizody rodem z teatru absurdu - na tym polu Helprin wspina się na wyżyny elokwencji.

Powieść traci nieco rozpęd w apokaliptycznym zakończeniu, w którym - zupełnie niepotrzebnie - wygłasza się pięknie brzmiące, lecz zbanalizowane hasła w stylu: "czas nie istnieje", miłość jest wieczna", a "prawdę znajdziesz w swoim sercu". Helprin podarował mi jednak tyle przyjemności z lektury, że nawet wstawki a'la Coelho jestem mu w stanie wybaczyć. 

Komentarze