"Sen nocy letniej" - reż. M. Wojtyszko, J. Krofta - Wrocławski Teatr Lalek


 

Jaki jest "Sen nocy letniej" rocznika 2022? Spektakl w reżyserii Marii Wojtyszko i Jakuba Krofty jest nowoczesny, zabawny, rubaszny i elegancki. Jak zapewniali twórcy przed premierą, przedstawienie miało być wyrazem czystej teatralnej zabawy. Rzeczywiście widać w nim rozrywkową lekkość i swobodę, zabawę formą i uwydatnienie językowych smaczków Szekspira w przekładzie Gałczyńskiego.

Co ciekawe, to Puk (Agata Kucińska) rozdaje tu karty. Nie tylko czaruje, mami i psoci, ale i zwraca się bezpośrecnio do widzów, komentuje wydarzenia i przedstawia je nam z przymrużeniem oka. Jego postać daleka jest od wizji lekkiego elfiego trzpiota, to raczej prawie demoniczna, przypominająca goblina persona z wydłużonymi uszami i trupiobladą łysiną. Łasi się i dyszy jak pies, szukając aprobaty Oberona i elfów. Nie do końca kupuję taką jego wersję, być może zbyt przyzwyczajona do własnych wyobrażeń i innych adaptacji scenicznych.

Komizm słowny i sytuacyjny Szekspira okazują się żywe i uniwersalne dzięki świetnym kreacjom aktorskim. Moim zdecydowanym faworytem jest despotyczna, drapieżna i uwodzicielska Tytania w wykonaniu Marty Kwiek. Znakomicie wypadają również Piotr Starczak jako egzaltowany i pewny siebie, acz nieco depresyjny Lizander i Anna Makowska-Kowalczyk jako ekspresyjna i znerwicowana Hermia. Groteskowa historia Pirama i Tyzbe skrzy się dowcipem dzięki przerysowanym popisom Tomasza Maśląkowskiego, Sławomira Przepiórki, Marka Koziarczyka i Radosława Kasiukiewicza.

Imponujące kostiumy autorstwa Matyldy Kotlińskiej mienią się krzykliwymi barwami - zwłaszcza elfy błyszczą na scenie jako dzieło natury pełnej szalonej fantazji. Klasyka brata się w nowoczesnością, a skromność - z wręcz barokowym przepychem. Scenografia jest bardzo subtelna, stanowi pole dla umowności czasu i miejsca akcji.

Nastrój buduje gra światła (za jego reżyserię odpowiada Damian Pawella) i muzyki (której twórcą jest Grzegorz Mazoń, wcielający się zarazem w rolę Demetriusza): zwłaszcza w scenach miłosnych czarów i omyłek (purpurowym blaskom towarzyszą dźwięki kojarzące się z "Je t'aime, moi non plus" Gainsbourga). Połączenie różnych stylów muzycznych wyzwala również komiczne efekty - piosenka Spodka z oślą głową mogłaby z powodzeniem udawać nowy przebój Krawczyka czy Połomskiego.

Intrygujące okazuje się ujęcie motywu teatru w teatrze. Tezeusz i jego weselnicy, oglądając przedstawienie ateńskich rzemieślników, stoją na balkonie w tyle sceny, twarzą do widowni. Okazuje się zatem, że śmiejemy się z siebie wzajemnie, a ostrze dowcipu na charakter obosieczny. I bohaterowie, i widzowie, narażeni są na śmieszność, której wyrazem są nieporadne występy kompanii Piotra Pigwy. 

Moje wątpliwości budzi fakt, że spektakl skierowany jest do grupy wiekowej 9+. Sporo w nim bowiem erotyczych aluzji i rubasznych żartów, które zrozumieją raczej nastolatkowie i dorośli. Co przemówi do widzów w wieku szkolnym poza ładnymi obrazami? Czy "Sen..." ma szansę zostać kolejnym hitem WTL-u po wcześniejszych realizacjach duetu Wojtyszko-Krofta? Cóż, czas - i widzowie - pokażą. 


(fot. plakat do spektaklu autorstwa Dawida Ryskiego, z materiałów WTL)


Komentarze