Fredrik Backman - "Moi przyjaciele"

Backman ładny jak wszystkie Backmany! Jak zawsze autor opowiada o sympatycznych bohaterach,którzy mimo trudnych doświadczeń zachowują wiarę w piękno życia,przyjaźni i sztuki (z zadziwieniem i radością, "że w ogóle się przydarzyli"). Przy tym swobodnie sobie hopsa między dwiema liniami czasowymi, za nic sobie mając chronologię zdarzeń,a obraz rzeczywistości buduje z małych puzzelków,które dopiero w finale zaczynają do siebie pasować. 


We współczesnej linii czasowej mamy do czynienia z Louise, początkującą artystką i uciekinierką z rodziny zastępczej,która na ważnej aukcji dla bogaczy chce zobaczyć wyjątkowy obraz - Ten z morzem. Nie spodziewa się,że dziwnym trafem wsiąknie w historię przedstawionych na nim nastolatków i odbędzie szaloną podróż z jednym z nich.
 
Przed laty, czyli dwadzieścia pięć lat przed wątkiem Louise,poznajemy czwórkę młodych ludzi - Artystę,Joara,Teda i Ali,którzy wspólnie przeżyją najpiękniejsze lato swojego życia. 

Backman już wiele razy dał się poznać jako opowiadacz pięknych historii,budzących nadzieję mimo traum (w "Moich przyjaciołach" pojawi się niemało przemocy, przede wszystkim w realiach rodzinnych). Nie wiem,jak to robi,ale zawsze wypowiada wiele trafnych zdań na temat życia,świata, rodzicielstwa i miłości, na które reaguję wzruszonkami aż do gardłościsku. Lubię go bardzo też za to,jak pięknie opowiada o swojej żonie o dzieciach w podziękowaniach (jeśli nie czytacie podziękowań,to zacznijcie!). Z ogromnego sentymentu jestem w stanie nawet wybaczyć sporo nieprawdopodobnie szczęśliwych zbiegów okoliczności w historii Louise i zbyt rozbudowane zakończenie. Nie zawiodłam się na Backmanie ani razu - więc i Wam go bez wyrzutów sumienia niezmiennie zalecam!

Powieść przetłumaczyła (bardzo pięknie) Anna Kicka. 
 

Komentarze