"(...) gdzie bylibyśmy, gdyby nie miłość? Myślę, że to jedyna forma nadziei, jaką mamy. Jeśli chcemy przetrwać. Ile warte byłyby pozostałe cnoty bez miłości?"
"Król serce" to pierwsza od dawna powieść, przy której (prawie) zarwałam noc. Strasznie lubię wrażliwość, inteligencję i czułą ironię Lily King już od czasów wydania "Euforii" (wspaniałej narracyjnie opowieści luźno inspirowanej losami Margaret Mead). Podobny zachwyt wzbudzili we mnie "Kochankowie i pisarze", do których bohaterów King ponownie w "Królu..." powraca (ich znajomość nie jest jednak konieczna, ja, czytając "Kochanków..." dość dawno, nie od razu wyłapałam powiązania między utworami, z powodzeniem mogą funkcjonować niezależnie).
Najnowsza książka King, wydana w przekładzie Dominiki Chylińskiej (której chylę czoła za niezwykłą melodię dialogów i ukazanie pełni błyskotliwości autorki), opowiada o młodej kobiecie, studentce ostatniego roku, która przy okazji zajęć z literatury poznaje dwóch fascynujących mężczyzn. Sam i Yash są przyjaciółmi; wkrótce pierwszy z nich zostaje chłopakiem bohaterki, drugi - jej najlepszym przyjacielem. Obaj nazywają ją Jordan (nawiązując do Jordan Baker, bohaterki "Wielkiego Gatsby'ego") - co ciekawe, poza tą trójstronną relacją, dziewczyna prawie do końca powieści pozostaje bezimienna: ta znajomość pozwala jej kształtować swoją tożsamość i wizję przyszłości. Jak to zwykle jednak w historiach o miłości bywa, bohaterowie staną przed dylematem: "czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie". Fabuła powieści skonstruowana jest przewrotnie, zwłaszcza że nad żywiołem narracji panuje Jordan, aspirująca pisarka.
Nie chcę psuć wam przyjemności lektury zdradzaniem zbyt wielu faktów z życia Jordan. Powiem szczerze, że "Król serce" to jedna z piękniejszych powieści o miłości, jakie czytałam. Zostałam wielką fanką inteligentnych, pełnych literackich odniesień, rozmów Jordan i Yasha, i ich listów, pełnych prywatnych żartów. Młodzieńcza, studencka, spontaniczna i namiętna miłość ukazana została z pewnego dystansu, narratorka jako dojrzała kobieta i pisarka, tworzy sentymentalny obraz przeszłości, tak szczęśliwy, że aż podszyty melancholią i lękiem przed stratą.
King, podobnie jak w "Kochankach i pisarzach", nie ucieka od trudnych tematów, jak cierpienie, choroba czy smutek po stracie. Mimo głosu przepełnionego żalem, ma w sobie wiele nadziei, jaką niesie skupienie na tu i teraz i docenianie obecności drugiego człowieka. Opisuje wiele odcieni miłości, od pożądania, po troskę, szacunek i uważność - podkreślając za każdym razem jej ocalającą rolę. Jordan to świetnie napisana bohaterka, wrażliwa, pełna pasji, mądra i inteligentna, a zarazem bardzo skryta i podatna na zranienia. King stworzyła historię, której nie chce się przestać czytać i która pozostawia czytelnika w rozdarciu między smutkiem a cichą pogodą ducha.
Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.

Komentarze
Prześlij komentarz