Loreth Anne White - "Jego piękna żona"

 

Cieszy mnie, że są jeszcze na świecie thrillery sprytnie wymykające się pułapkom przewidywalności i dzięki przemyślnej konstrukcji i budowaniu napięcia, zachowują dla czytelnika przyjemny efekt zaskoczenia. "Jego piękna żona" Loreth Anne White (w przekładzie Anny Gralak) dała mi sporo lekturowej przyjemności i (pozytywnego) syczenia w myślach "a niech to szlag!, gdy kolejne rozdziały nie przynosiły klarownego wyjaśnienia, co tak naprawdę przydarzyło się bohaterom.

Główną bohaterką (choć może należałoby powiedzieć - jedną z trojga głównych bohaterów) jest Chloe Cooper, dobiegająca czterdziestki barmanka i malarka-amatorka, zajmująca się chorą na nowotwór matką. Chloe postrzegana jest przez otoczenie jako trochę dziwna, bezbarwna, mało charakterystyczna, a jednak bardzo bystra, obdarzona świetną pamięcią i umiejętnością obserwowania ludzi. I o to obserwowanie w gruncie rzeczy rozbija się zawiązanie akcji: Chloe podgląda mieszkającą w sąsiedztwie zamożną parę, Adama i Jemmę Spenglerów, którzy wydają się uosobieniem wszystkiego, czego Chloe brakuje. Oboje są atrakcyjni i zadbani, Adam pracuje jako wzięty chirurg, a Jemma jest influencerką. Kiedy na pierwszych stronach powieści Chloe spacerująca z psem matki zostanie świadkiem zabójstwa pływaczki, nie będziemy jeszcze świadomi, jaki to zdarzenie będzie miało związek ze Spenglerami. A wiązać się będzie tajemniczo, na wiele sposobów - a autorka nie pozwoli nam tak szybko odkryć prawdy.

Powieść White to jedna z tych książek, które trudno streścić, nie zdradzając przy okazji drobnych zaskoczeń, których warto doświadczyć podczas osobistej lektury. Bardzo ciekawie wypada z pewnością konstrukcja powieści: bohaterów poznajemy w 2019 roku, gdy ma miejsce wypadek pływaczki oraz - sześć lat później - kiedy historia Chloe jest materiałem dla serialu typu true crime. Od samego początku autorka sprytnie buduje napięcie - dość szybko dowiadujemy się, że w 2019 roku ktoś zginął, ale kto? Ha! Na odpowiedź przyjdzie czytelnikowi jeszcze długo poczekać. 

Rysunek postaci okazuje się na tyle wielowymiarowy, że prędzej czy później zaczynamy każdego podejrzewać o niecne intencje, a kolejne postaci ujawniają swoje trupy w szafie. Trochę się bałam, czy autorka nie pójdzie w stronę rozwiązania typu "a wtedy wszyscy okazali się spokrewnieni", ale nie szczęście się przed tym powstrzymała. Pełny obraz sytuacji musimy składać z małych strzępków informacji; nawet dgy wydaje się nam, że coś wiemy na pewno, natrafiamy na przewrotki fabularne, które dają nam subtelnego prztyczka w nos.

Co ciekawe, powieść jest nie tylko dobrym thrillerem (blisko kryminalnego pogranicza), ale i ciekawym studium współczesności, z jej kultem młodości i pogonią za instagramowym pięknem. Spenglerowie wcale nie są piękni i młodzi - oboje mają około sześćdziesiątki - autorka pokazuje, jak różnie późny wiek średni obchodzi się z mężczyznami (dla których kryzys to zazwyczaj szansa na nowy początek) i kobietami (skazanymi na porzucenie i samotność). Fascynująca okazuje się również postać Chloe, trochę autystycznej outsiderki z przeszłością, o której lepiej nie rozmawiać.

Loreth Anne White poznałam dzięki lekturze "Pamiętnika mojej siostry", również niezłego połączenia thrillera z kryminałem, opartego na chronologicznych przeskokach i wyjaśnianiu tajemnic przeszłości. "Jego piękna żona" jest trochę inna - narracyjnie bardziej dopracowana, spójna i zaskakująca. Autorka okazała się obiecująco intrygująca, więc na pewno jeszcze do jej książek zajrzę - do czego i was szczerze zachęcam. 

 

 

Dziękuję wydawnictwu Mando za egzemplarz książki do recenzji.  

Komentarze