Hakan Nesser - "Półmorderca"


 

Ale szelma z tego Nessera! Choć czytelnik, sugerując się tytułem, po "Półmordercy" mógłby się spodziewać kryminału, dostaje solidną powieść obyczajową o dwóch zgryźliwych tetrykach, jednym życiu i niewyjaśnionej tajemnicy sprzed lat. 

Adalbert Hanzon ma ponad siedemdziesiąt lat i pisze książkę o swoim życiu, zanim zdziadzieje do szczętu i o wszystkim zapomni. Jest świadomym narratorem, informuje nas na bieżąco o postępach, zmęczeniu pisaniem, bólu pleców i przenoszeniu fabularnych rewelacji do kolejnego rozdziału. Przypomina trochę Hendrika Groena z "Małych eksperymentów ze szczęściem", a łączy ich przede wszystkim złośliwy humor i dystans do życia.

Adalbert w małym miasteczku, w którym mieszka i regularnie pija whisky z irytującym sąsiadem, Henrym (który wygląda "jak sęp po wylewie") trafia przypadkiem na kobietę, która przypomina jego dawną miłość. Angażuje Henry'ego i  ekscentryczną kuzynkę do prywatnego śledztwa, by potwierdzić tożsamość kobiety. Spotka ich po drodze szereg kuriozalnych wypadków, a współczesna opowieść przetykana jest wspomnieniami z młodości bohatera. Wyjaśnienie tajemniczych zdarzeń, które w przeszłości doprowadziły bohatera do więzienia, otrzymujemy dopiero w finale powieści. Nesser jak zwykle umiejętnie buduje napięcie, myli tropy i ujawnia zaskakujące powiązania między bohaterami.
 
"Półmorderca" jest znakomicie opowiedzianą historią o przyzwoitym człowieku, którego okoliczności skłoniły do trudnych wyborów, o straconych szansach i próbie odnalezienia sensu istnienia jednostki w chaosie życia. Nessera strasznie lubię za sarkastyczny humor i wciągający rytm opowieści. Tutaj daje się poznać również jako mistrz pisania o pisaniu i ciekawych konstrukcji narracyjnych.

Komentarze