Alex Michaelides - "Furia"

 



Lubię takie inteligentne flirty z konwencją kryminału, zwłaszcza gdy chodzi o słynną zagadkę zamkniętego pokoju. "Furia" to opowieść o aktorce, Lanie Farrar, która zaprasza kilkoro przyjaciół na prywatną wyspę. Kiedy jeden z bohaterów ginie, podejrzani są oczywiście wszyscy pozostali (gdyż ze względu na tytułową furię, czyli gwałtowny grecki wiatr, wyspa jest docięta od świata). Dodatkową atrakcję dla czytelnika stanowi fakt, że narratorem historii jest uczestnik zdarzeń, dramaturg Elliott, bliski przyjaciel Lany. Czy jednak można wierzyć postaci osobiście zaangażowanej w konflikty?

Ha, niejednokrotnie w trakcie lektury będziecie musieli zweryfikować wszystko, co wiecie na temat bohaterów, przede wszystkim Lany i Elliotta. Michaelides świadomie bawi się konwencją klasycznego kryminału w stylu Agathy Christie, sprytnie myli tropy i piętrzy zawiłości. Narrator zwraca się cały czas bezpośrednio do czytelnika niczym kompan od kieliszka, dawkuje informacje o bohaterach, o sobie udziela zrazu bardzo skąpych informacji, by stopniowo odsłaniać swoje prawdziwe motywacje i pragnienia.

Powieść trzyma w napięciu od pierwszych stron, narrator wydaje się sympatyczny i wiarygodny, więc chętnie go słuchamy i tym bardziej nas zaskakują wszelkie fabularne wolty i przetasowania. Jeśli poznajemy wydarzenia z perspektywy innych postaci, musimy mieć świadomość, że to tak naprawdę domysły Eliotta, który rozpisuje role dramatu i na różne sposoby go reżyseruje.

Jeśli czytaliście już sporo kryminalnych historii, część zwrotów akcji z pewnością nie będzie dla Was zaskoczeniem. Aczkolwiek nie ujmuje to powieści atrakcyjności - i będzie dla Was, podobnie jak i dla mnie, bardzo przyjemną lekturą.
 

Powieść w tłumaczeniu Agnieszki Patrycji Wyszogrodzkiej-Gaik.

Komentarze