"Hałas" - reż. Agata Kucińska - na podst. książki Małgorzaty Halber (partnerzy: Wrocławski Teatr Lalek, Fundacja Lale.Teatr)
Do lalkowej twórczości Agaty Kucińskiej mam przeogromny sentyment. To przed laty od jej rewelacyjnych "Snów" i "Żywotów świętych osiedlowych" zaczynała się moja wielka miłość do teatru lalek dla dorosłych. Z tym większą radością przyjęłam wiadomość o jej nowym projekcie - "Hałas" na postawie eseistycznej książki Małgorzaty Halber pod tym samym tytułem jest kolejną wspaniałą opowieścią o każdym z nas, kruchym człowieku, którego przerasta rzeczywistość.
Hałas rozumiany jest przez Halber nie tylko jako nadmiar dźwięków, przed którymi nie sposób uciec (jako że słuchu, najbardziej bezbronnego ze zmysłów, nie da się tak po prostu wyłączyć) - ale i współczesne bombardowanie informacjami, powiadomieniami, pośpiech i robienie trzech rzeczy naraz ("bo inaczej już nie umiem"). Od początku spektaklu słyszymy szumy i zaśpiewy (wykonywane na żywo przez Sambora Dudzińskiego), raz po raz przerywane dźwiękiem dzwonka przypominającym smartfonowe "piknięcia", które wytrącają z równowagi i utrzymują nas w stanie nieustannego rozproszenia. W centrum naszej uwagi pozostaje na początku ubrana na czarno aktorka, która opowiada o tęsknocie za ciszą i pięknymi dźwiękami - a bombardowanie niechcianym hałasem obrazuje poprzez wyjmowanie zza uszu i głowy długich pasm wełny. Z tego samego materiału powstanie mała laleczka, będąca swego rodzaju alter ego aktorki, wchodząca z nią w dialog.
Na lalkę, animowaną na małej czarnej scenie, spadają wełniane kłębki natłoku myśli i informacji, których uporządkowanie okazuje się niemożliwe - podobnie jak powolne przechodzenie na zielonym świetle czy przepisowa jazda samochodem. Metafora zawartości ludzkiej głowy w postaci skłębionych kłaczków sprawia, że "pozbieranie myśli" przestaje być pustym pojęciem. Malutki bohater, everyman, zmaga się z hałasem, docierającym doń przez podświetlone "okno/telefon" - a odcięcie się i wyciszenie, wymaga nadludzkiego wręcz wysiłku. Kucińska słowami Halber mówi o tęsknocie za tym, "żeby było miło", za ciszą, skupieniem uwagi, umiejętnością uczenia się nowych rzeczy bez rozproszeń. Dzięki rozedrganej i żywiołowej grze aktorskiej i animatorskich sztuczkach wszelkie niuanse i błyskotliwości tekstu wybrzmiewają ze sceny mocno i dobitnie, a rozpisanie uniwersalnych doświadczeń na aktora i lalkę rodzi prowokuje wiele komicznych sytuacji i słownych skojarzeń.
Kucińska ma ogromny talent do kreowania przepięknych wizualnie, a zarazem bardzo prostych scen, które przemawiają do widza siłą symbolu. Przezabawnie i uroczo wypada między innymi epizod z animowanym logo Facebooka (szaleńczo krzyczącym: "lubię cię, lubię cię, lubisz mnie?") czy sesja wyciszania widzów za pomocą falujących stworzeń z wełny czesankowej (można nawet samemu pomachać falującą rybką!).
Spektakl ma nieco chaotyczną konstrukcję, co zaskakująco dobrze zgrywa się z opowieścią o szalonej rzeczywistości i próbach uwolnienia się z hałasu poprzez świadome zwolnienie tempa życia. Widz zderzony z prawdą o współczesności, może pomyśleć: "mam tak samo", dostrzec i jej śmieszność, i straszność. I wyjść ze spektaklu z nadzieją na ciche zwycięstwo (po)wolności.

Komentarze
Prześlij komentarz